Wiecie co wam powiem? Ostatnio byłam z przyjaciółką u jej klaczki. No i co?
Głównie po to by pozbierać materiały do mojego filmu na WOK. No, ale dobra.
Co dalej? Patrzyłam jak jej chłopak jeździ, potem patrzyłam jak moja przyjaciółka sobie wsiadła.
Znów trochę pobawiłam się w trenera, ale tylko trochę :p
Potem postanowiła pokazać mi coś, co robi dla siebie, na poprawienie równowagi.
A konkretniej woltyżerka! Ale oczywiście nie wszystkie figury, do woltyżerki trzeba mieć odpowiednio wygimnastykowane ciało. Można też to podpiąć pod dżygitówkę, ale jednak ten zwrot jest bardziej używany przez ułanów. Tak i tutaj się zaczyna, czy wy w ogóle znacie te pojęcia? :p
Jeśli nie.....To woltyżerka-są to akrobacje na koniu we wszystkich chodach, ale najbardziej spektakularnie to wygląda przy galopie.
Ułan- polski żołnierz konny, przeważnie uzbrojony w lance, szable oraz broń palną.
Dżygitówka- to raczej nie chce mi się bardzo tłumaczyć. Rodzaj woltyżerki, ale taki bardziej wyczynowy.
W sumie ja tak to mogę zdefiniować, nie wiem jak inni, no ale jak ktoś się zna. To niech interpretuje jak chce ;)
No i w sumie chyba tyle co mam do powiedzenia odnośnie 19 listopada :p.
Plus mam nadzieję, że filmik się spodoba :p
Wiecie co wam powiem? Miałam bardzo miłą niespodziankę. Kończyłam dziś zajęcia o 13:10.
W przed dzień, musiałam się pożreć trochę z klasą, by wydelegować osoby na wykłady historyczne.
No jako zastępca w sumie mogłam iść, ale doszłam do wniosku iż wolę nie opuszczać lekcji.
Zwłaszcza gdy się jest w liceum, najlepiej tego nie robić. Potem ma się tyle do nadrabiania, że aż strach pomyśleć ! Zwłaszcza gdy w tym dniu np. ma się dwie matematyki xD
Wtedy to już w ogóle najgorzej jest! :p
Ale mniejsza o to! Gdy skończyłam lekcje, dowiedziałam się od koleżanek, które były na tych wykładach, że na terenie szkoły znajduje się koń!
A jako iż uwielbiam te zwierzęta, od razu postanowiłam poszukać gdzie on może być.
Jak się okazało. Wchodząc na boisko szkolne, ujrzałam boskiego srokatego wałacha *.*
Plus moja koleżanka na nim siedziała xD Wyjaśniła mi że ma kontakty z właścicielem i go po prostu miała występować.
Siedziałam z nią z pół godziny, aż wreszcie przyszedł właściciel. Który pozwolił mi wsiąść i pojeździć na Małyszu (tak miał na imię ten koń) :3
Co mogę powiedzieć? 1.Pierwszy raz jeździłam w ułańskim siodle. Moim zdaniem bardzo wygodne. 2. Nie sądziłam że poszaleję sobie na koniu, na boisku przed własną szkołą xD
To było normalnie epickie! Kłus, stęp i dwie foule galopu :3
Obie z Mery wyszalałyśmy się, na oczach niektórych :p Potem na szczęście już był spokój.
Ile tak sobie przesiedziałam w szkole po lekcjach? Coś koło 15:30 wróciłam do domu :p
Więc w sumie trochę sobie posiedziałam xD Ale chcąc nie chcąc ten dzień był najlepszym dniem EVER w szkole!!!!.
A teraz wysyłam wam zdjątka, ja i Małysz. Oraz Mery i Małysz. Pozdrowionka ;)!!!!!!
No tak więc, już wam wszystko mówię co i jak xD No więc, zgodę na pisanie o stajni i wgl o wszystkim dostałam. Tylko nie wiem kiedy zacznę pisać dokładnie.
Treningi mam regularnie co tydzień, jest wycisk i sporo pracy, ale nie żałuję. Dokładniej co tydzień w środy po lekcjach. Jest wspaniale!
Co mogę powiedzieć? Co do tego pisania, postaram się za jakiś czas zacząć, pod okiem trenera, który mnie o to poprosił :p
Chce wiedzieć jak ja to wszystko widzę, jak on mnie uczy itp.
Więc wiecie, chce nadzorować, to przecież nie mogę się nie zgodzić xD Ahhh ta szczerość.
Ale tak to w sumie nie wiem co wam powiedzieć. Na pewno, serdecznie podsyłam wam zdjątka, które zrobiłam, gdy wracałam ze stajni :p
PS. W ogóle, u mnie już od dwóch dni sypie śniegiem (podeślę zdjęcia tego też :p) A do waszych miast, też zawitała wiosna? :p
Jak mam być szczera to bardzo długo myślałam nad tym czy zrobić filmik o koniach, które bardzo wiele dały mi w moim życiu. Na przykład, pewnie wielu z was zna Niwę z mojej starej stajni.
Klacz na której zaczęłam jeździć po 4 miesiącach, odkąd pojawiłam się na stajni.
Oczywiście już samodzielnie jeździłam i tak dalej. Ale nie byłam przyzwyczajona do tego typu konia.
Dokładniej? Pierwszy raz gdy wsiadłam na Niwę, klacz z zadowoleniem poniosła mnie prawie na padok. Dobrze, że udało mi się ją jakoś wstrzymać bo pewnie swoim ciałem przerwałabym sznur, który odgradzał drogę na padok. Albo bym go zerwała, albo zostałabym przecięta na pół.
Wiecie nawet taki sznurek może mieć dużą moc, zwłaszcza jak jest napięty. Ale może nie będę wam tego opisywać jak to wygląda i dlaczego xD Wybaczcie, jestem po ślubowaniu i puścili nam film "Wołyń". No cóż. Historyczny film i moim zdaniem bardzo dramatyczny. Chyba nie wszystkim bym go polecała. Ale wracając do koni. Na Niwie jeździłam ponad pół roku. Trochę nam zajęło przyzwyczajenie się do siebie, ale w końcu się udało. Nigdy nie zapomnę tych chwil spędzonych na jej grzbiecie. Kochany hucułek, który doskonale wiedział, na co może sobie pozwolić pode mną.
Słuchałyśmy siebie tak nawzajem, że doskonale wiedziałam jak muszę z nią postępować. Ba xD Nawet wypracowałam na niej zagalopowanie z pierwszej łydki na prawą stronę. No będąc szczerą, pamiętam jedną jazdę gdy to wspaniale chyba miałam z 20 podejść do zagalopowania na tą stronę.
Aż wreszcie się udało! Ja byłam uparta i ona, ale w końcu jedna z nas musiała odpuścić :p.
Nie jeden raz miałyśmy jakieś wzloty i upadki. Ale normalnie uwielbiałam na niej jeździć. W końcu jak jeździłam na niej praktycznie co tydzień? Przez ponad pół roku! Ale potem zaczęły się zmiany z końmi. Niwa miała trochę problemów i skończyła się jazda na hucułku kochanym.
***
No a co do drugiego konika, który zagościł też w moim sercu? Pisałam na wcześniejszym blogu o Komecie. 16 letni wałach, którym opiekowałam się przez wakacje. Mimo iż emeryt skokowy to i tak pełny wigoru. Przecież spadłam z niego bodajże 3 razy? Będzie coś w ten deseń. Na nim nie można było popełniać błędów w galopie, ponieważ brykanie było gwarantowane xD No ale co? Od początku gdy się tam pojawiłam Komet przypadł mi do gustu. Moim zdaniem wspaniały wałach, o bardzo delikatnym charakterze? Nie jestem pewna jak wam to wytłumaczyć. Miał delikatną psychikę. Długo się przywiązywał, lub też długo trzeba było czekać by wreszcie zaufał. Ale tak to? Trochę się też uczyłam jak na nim jeździć. Wymagający koń, aczkolwiek skory do współpracy. Jazdy na nim były na prawdę wielką przyjemnością i na prawdę zazdroszczę właścicielce, że ma takiego konia. Tylko trochę więcej czasu mu poświęcić. Heh i co dalej? Codzienne lonżowanie było, zanim na niego wsiadłam. Musiał spuścić parę przed jazdą bo inaczej pewnie miałabym rodeo :) Nie wiem co jeszcze napisać na te tematy? Ci którzy mają konie wiedzą, że trudno jest się z nimi rozstawać. A osoba która upatrzy sobie jednego z koni w stajni, który stanie się jej ulubionym ma przerąbane xD Cóż zmienienie stajni było też ciężką decyzją, ponieważ nie chciałam zostawiać Niwy. Ale czasem bywa, że trzeba zrobić coś na przekór, nawet jeśli się tego nie chce. Albo się chce, ale jest się rozdartym na pół. To w sumie chyba tyle. Zapraszam do filmiku, który nakręciłam z jazd na moich kochanych.
Ale oczywiście jazda na Niwie, to moje początki, a po półtorej roku jednak trochę zmieniła się moja jazda ;)
Powiem tyle, że mam za zadanie nakręcić filmik na WOK -Dla nie wtajemniczonych to jest przedmiot: Wiedza o Kulturze w szkole średniej.
W związku z tym że wszystko prawie będę robić sama, doszłam do wniosku iż nakręcę moją przyjaciółkę i jej konia Vegę ^.^ Tak, dokładnie.
To ta dziewczyna, której bloga niedawno wam polecałam. Spędziłyśmy razem cały piątek u jej klaczki :D No muszę przyznać że było niesamowicie! Nareszcie mogłam się wyrwać z mojej "mieściny" xD Szczerze mówiąc, czasami już nie wytrzymuję w mieście. Ale wracając.
No do lutego muszę nakręcić ten filmik. Przede mną dużo pracy jeśli o to chodzi, a tym bardziej przed Miyu i Vegą :p
Zaszczyt mnie spotkał ten, bym wsiadła na tego konisia ^.^ Jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ dawno na niej nie jeździłam. A co najważniejsze, pierwszy raz mój zadek znalazł się w siodle westernowym. To też jakiś sukces! xD Aczkolwiek muszę przyznać, że trochę dziwnie mi się w takim siodle jeździ :p Z ciekawością i z wielkim zapałem prowadziłam jazdę Miyu. No może nie tak w pełni. Wiecie czasem coś tam jej dopowiedziałam , czy też pomogłam.
Jak w sumie sama wsiadłam to wielki "instruktor" :p Uczyła mnie takich różnych i skomplikowanych najazdów w stępie. Na razie tak, ale wiecie :p Również kłusowałam na Vedze. Miło! Jest strasznie wygodna! <3
No, a tak to co? Gdy tylko skupiałam się na pracy Miyu z koniem, to również chodź trochę nagrywałam. Trzeba powoli zbierać materiały do filmu, aczkolwiek to będzie żmudna i ciężka praca....Uff dobrze że mam tyle czasu, ale to pewnie przeleci jak z bicza strzelił.
Po całych jazdach, trzeba było troszeczkę pomóc w gospodarstwie. Napoić owce, barana i koziołka, oraz wysprzątać boks Vegi! Dramat! O.O Nie no żartuję xD Nie było tak źle, wszystko nam sprawnie poszło. A klaczka sobie grzecznie czekała przy koniowiązie. Potem jeszcze była chwila czyszczenia i genialny pomysł nas dwóch! Wsiadłyśmy we dwie na klepa i pojechałyśmy sobie w krótki terenik na stępa, aczkolwiek było to jeszcze przeplatane z kłusem, ale bardzo rzadko :p
Jednym słowem zabawa i szaleństwo na całego!!! Plus czuję się bardzo poobijana xD Nie ma to jak robić przy naszych rzeczach i skapnąć się dopiero po chwili iż koń na ciebie galopuje xD Gdyby nie fakt, że jakoś wstałam i cofnęłam się dwa kroki w tył, a Miyu by nie zareagowała ściągając ją trochę bardziej do siebie, to bym była staranowana? xD Nie no żyje xD Tak na serio to tylko na siebie wpadłyśmy z Vegą xD Ze skutkiem iż wylądowałam na ziemi kawałek dalej? A co jeszcze ? xD Moja kochana przyjaciółeczka przejechała mnie taczkami, a konkretniej wjechała mi w nogę. Mało tego z premedytacją dostała z bata ujeżdżeniowego xD Pierwsze dwie sytuacje, były przypadkowe, ostatnia jakoś niespecjalnie :p No i w sumie raczej tyle no. Nie wiem co mogłabym wam jeszcze powiedzieć. O większe szczegóły odsyłam was na bloga mej przyjaciółki :D
No i zapraszam do obejrzenia zdjęć pod postem !!! ^.^ Mam okazję bawić się w fotografa i nawet nieźle mi to idzie? xD