Klacz na której zaczęłam jeździć po 4 miesiącach, odkąd pojawiłam się na stajni.
Oczywiście już samodzielnie jeździłam i tak dalej. Ale nie byłam przyzwyczajona do tego typu konia.
Dokładniej? Pierwszy raz gdy wsiadłam na Niwę, klacz z zadowoleniem poniosła mnie prawie na padok. Dobrze, że udało mi się ją jakoś wstrzymać bo pewnie swoim ciałem przerwałabym sznur, który odgradzał drogę na padok. Albo bym go zerwała, albo zostałabym przecięta na pół.
Wiecie nawet taki sznurek może mieć dużą moc, zwłaszcza jak jest napięty. Ale może nie będę wam tego opisywać jak to wygląda i dlaczego xD Wybaczcie, jestem po ślubowaniu i puścili nam film "Wołyń". No cóż. Historyczny film i moim zdaniem bardzo dramatyczny. Chyba nie wszystkim bym go polecała. Ale wracając do koni. Na Niwie jeździłam ponad pół roku. Trochę nam zajęło przyzwyczajenie się do siebie, ale w końcu się udało. Nigdy nie zapomnę tych chwil spędzonych na jej grzbiecie. Kochany hucułek, który doskonale wiedział, na co może sobie pozwolić pode mną.
Słuchałyśmy siebie tak nawzajem, że doskonale wiedziałam jak muszę z nią postępować. Ba xD Nawet wypracowałam na niej zagalopowanie z pierwszej łydki na prawą stronę. No będąc szczerą, pamiętam jedną jazdę gdy to wspaniale chyba miałam z 20 podejść do zagalopowania na tą stronę.
Aż wreszcie się udało! Ja byłam uparta i ona, ale w końcu jedna z nas musiała odpuścić :p.
Nie jeden raz miałyśmy jakieś wzloty i upadki. Ale normalnie uwielbiałam na niej jeździć. W końcu jak jeździłam na niej praktycznie co tydzień? Przez ponad pół roku! Ale potem zaczęły się zmiany z końmi. Niwa miała trochę problemów i skończyła się jazda na hucułku kochanym.
***
No a co do drugiego konika, który zagościł też w moim sercu? Pisałam na wcześniejszym blogu o Komecie. 16 letni wałach, którym opiekowałam się przez wakacje. Mimo iż emeryt skokowy to i tak pełny wigoru. Przecież spadłam z niego bodajże 3 razy? Będzie coś w ten deseń. Na nim nie można było popełniać błędów w galopie, ponieważ brykanie było gwarantowane xD No ale co? Od początku gdy się tam pojawiłam Komet przypadł mi do gustu. Moim zdaniem wspaniały wałach, o bardzo delikatnym charakterze? Nie jestem pewna jak wam to wytłumaczyć. Miał delikatną psychikę. Długo się przywiązywał, lub też długo trzeba było czekać by wreszcie zaufał. Ale tak to? Trochę się też uczyłam jak na nim jeździć. Wymagający koń, aczkolwiek skory do współpracy. Jazdy na nim były na prawdę wielką przyjemnością i na prawdę zazdroszczę właścicielce, że ma takiego konia. Tylko trochę więcej czasu mu poświęcić. Heh i co dalej? Codzienne lonżowanie było, zanim na niego wsiadłam. Musiał spuścić parę przed jazdą bo inaczej pewnie miałabym rodeo :) Nie wiem co jeszcze napisać na te tematy? Ci którzy mają konie wiedzą, że trudno jest się z nimi rozstawać. A osoba która upatrzy sobie jednego z koni w stajni, który stanie się jej ulubionym ma przerąbane xD Cóż zmienienie stajni było też ciężką decyzją, ponieważ nie chciałam zostawiać Niwy. Ale czasem bywa, że trzeba zrobić coś na przekór, nawet jeśli się tego nie chce. Albo się chce, ale jest się rozdartym na pół. To w sumie chyba tyle. Zapraszam do filmiku, który nakręciłam z jazd na moich kochanych.
Ale oczywiście jazda na Niwie, to moje początki, a po półtorej roku jednak trochę zmieniła się moja jazda ;)
~Nadia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz