Tak powiem, że w zasadzie miło było jeździć we ferie w Stadninie w której pracowałam w wakacje. Jednakże, zawsze jest to "ale". Tak samo wtedy. Ponieważ no..... myślę, że większość jeźdźców wie, jak to jest. Brakuje tego rygoru ze strony trenera i tak dalej xD Jednak, jest wreszcie ta wspaniała radość. 11 marca byłam na jazdach, mój trener wreszcie wrócił na stajnię. 3 marca, też byłam na stajni, ale pod innym instruktorem. Jeździłam na wspaniałej torpedzie wyścigowej - Angolu. Koń marzeń po prostu. Niesamowity pełnej krwi angielskiej wałach. Bardzo do przodu konik, galop na nim to czysta przyjemność. Aczkolwiek jeśli nie potrafisz się utrzymać w szybkim galopu i takowego konia zwolnić to.....no byłoby ciekawie xD
Co prawda, ja i tak miałam najlepszą sytuację na nim. W teren? Koń stał dwa tygodnie? Nie no spoczko xD Pierwszy raz jedziesz w teren, na koniu na którym jeszcze nie jeździłaś. No, ale przecież tak czasem bywa, prawda? Chyba.... że po prostu to ja i mój trener jesteśmy szaleni xD
Można i tak, mi to tam jakoś specjalnie nie przeszkadza :p 17 marca po raz kolejny odwiedziłam stajnię na jazdy. Powiem tyle: Praca, praca i jeszcze raz ciężka praca. Praktyka czyni mistrza. Trener dał wycisk, ale to jest dopiero zalążek tego co na prawdę potrafi przygotować na jazdy xD
Więc po nim można spodziewać się wszystkiego :p
Ale mimo nowych przeżyć na nowej stajni, nigdy nie zapomnę tych starych. Nigdy nie zapomnę klaczy na której miałam swoje początki. Tego.....jakie postępy obie robiłyśmy.
Mam dla was małą sesyjkę z tą stajenną torpedą. A pod zdjęciami mały wierszyk.....
"Pamiętam...."
Pamiętam, twe oczy lśniące,
kopyta wiecznie wierzgające,
rżenie wciąż huczące,
uszy zabawnie poruszające,
jak źrebaka twoje pląse,
i me dłonie na srokatej sierści,
aksamitnej grzywie....
Wciąż pamiętam miła ma,
zabawę naszą sprzed lat...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz