Witam wszystkich którzy być może jeszcze czytają tego bloga. Tak wiem... Bardzo długo mnie nie było, a co ważniejsze... Bardzo dużo was ominęło. Solidnie. Przed wakacjami jeździłam raz w tygodniu i za wiele nie zapowiadało się abym w ogóle jakieś postępy zrobiła.
No ale oczywiście sporo było wzlotów jak i upadków. Miałam teoretycznie pierwsze skoki, jednakże każdy oddany skok kończył się solidnym upadkiem.
Głównie doszlifowywałam swoje podstawy z ujeżdżenia. Jestem dumna bo w tym czasie bardzo udało mi się zżyć z bestyjką stajenną - Amigiem.
Przez ten dłuuuugi czas, często jeździłam na nim. Oczywiście robił różne wybryki, ale ogólnie był bardzo zadowolony z jazd. Jestem z niego dumna bo zarówno ja jak i on, poczyniliśmy wiele postępów. Wałach stał się spokojniejszy i bardziej odważny. Poza tym, nie ma już czegoś takiego że aż tak bardzo próbuje mnie zabić wzrokiem xD
Słodziak. W miarę możliwości dobrze się go czyści. Zgraliśmy się oboje bardzo fajnie. Szczerze powiedziawszy, ten koń nauczył mnie najwięcej. Fakt. Każdy koń uczy jeźdźców, ale ten bardzo dużo dokonał. Przede wszystkim mimo wielu niepowodzeń... Nie zrezygnowałam. A ten uparciuch dawał mi wiele takich momentów, bym to zrobiła. Co najważniejsze mimo jego wybryków, dalej potrafię na niego wsiąść i się rozluźnić. Dużo razy pokazywaliśmy sobie nawzajem, że nie musimy tak na prawdę porozumiewać się słowami. Chodź o dziwo, ta bestyjka lubi czasami jak do niej gadam na jazdach xD Zawsze wtedy daje ucho do przodu, a drugie do tyłu. Dosłownie jakby mnie słuchał :p
Ale... Przez wakacje miałam przyjemność by pojechać na obóz. Oczywiście zdarzyły się gleby. I to jedna z Amiga xD Bardzo solidna bo potłukłam sobie kość miedniczną. Jednakże, wytrzymałam i jeździłam do końca obozu. Co nie było łatwe, bo upadek był drugiego dnia xD
Trzeciego mieliśmy jazdę na lonży, bez strzemion i wodzy. Nie potrafiłam się przełamać do tego typu ćwiczeń, więc też glebłam. Jakże by inaczej.... Ale! To jeszcze nie koniec! Następnego dnia, takie ćwiczenia wychodziły mi niemalże perfekcyjnie, a to wszystko zasługa Amigusia :3 Potem oczywiście to ja lonżowałam koleżanki, na Amigu. Oczywiście koń nie jest mój. Wiem, że dużo daje tych synonimów "mój", ale nie. Amigo ma swojego właściciela, który udostępnił go po prostu do jazd. Ogólnie, obóz wiele mi dał. A co za tym idzie dał mi również jedną z najważniejszych umiejętności, którą chciałam zdobyć.... Mówię tu między innymi o nieugięciu i odwadze, ale też o.....
"Przerywamy komunikat, aby pokazać wam małą sesyjkę z bestyjką Amigiem w roli głównej. Do tego jeszcze dla tych, którzy dojdą do końca zdjęć, czeka filmik. Natomiast ciąg dalszy wywodów Panny W. wkrótce!"
"A dla wytrwałych w sesjach zdjęciowych.... Zapraszam na filmik!!!" :D

